Patronem tegorocznego spotkania młodych Lednica2000 jest bł. Pier Giorgio Frassati. Mówi się o nim, że to taki “zwyczajny święty”. Taki, który jednocześnie był do końca oddany Chrystusowi i innym ludziom, ale nie zatracił tego, co typowe dla młodego chłopaka. Papież Jan Paweł II mówił o nim jak o «człowieku Ośmiu Błogosławieństw». Podajemy ciekawostki o życiu tego świętego Włocha — żebyście i wy pokochali Go tak, jak my Go kochamy.
• Urodził się w Wielką Sobotę (6.04.1901 -Turyn).• Ze względu na trudny poród został ochrzczony już w dniu narodzin.• Przez najbliższych był nazywany Dodo.
• Pier Giorgio pochodził z prestiżowej rodziny. Jego ojciec był senatorem i ambasadorem, a matka malarką.
Przyszły błogosławiony mógł podążać łatwą ścieżką kariery, ale wierzył, że może lepiej służyć Chrystusowi wśród górników. Studiował więc, aby zostać inżynierem górnictwa.
• Jego siostra Luciana wspominała: Dodo wydawał się raczej powolny, jeżeli go coś nie dotyczyło, reagował natomiast gwałtownie, kiedy chodziło o kogoś słabego, kto potrzebował pomocy.
• Gdy miał cztery lata, do jego domu zadzwoniła żebraczka z bosym dzieckiem na ręku. Dorosłych nie było w pobliżu, więc Dodo otworzył drzwi i gdy zobaczył potrzebującą kobietę, szybko ściągnął buciki i skarpetki i oddał ubogiej matce.
• Od 8 roku życia był zakochany w górach. Miłość do nich zrodziła się, gdy jego matka w sierpniu 1909 r. zabrała go na pierwszą wielką wycieczkę w Alpy. Była to niełatwa wyprawa – co najmniej 9 godzin marszu i wejście na wysokość ponad 3300 m. Dodo, pomijając nieustanny apetyt, poradził sobie bardzo dobrze.

• Był miłośnikiem sportu – zwłaszcza nart oraz jazdy na rowerze
• Raz nawet spadł z roweru, uderzył głową o kamień i zemdlał. Nic złego jednak się nie stało. A kiedy pewnego dnia ktoś ukradł mu rower, skomentował tylko: Pewnie złodziejowi rower jest bardziej potrzebny niż mnie. Zakup nowego roweru musiał sfinansować z uzbieranych do spółki z siostrą funduszy.
• Uwielbiał śpiewać, jednak kłopot polegał na tym, że muzycznego słuchu… raczej mu brakowało. Jego głos w grupie zawsze się wybijał – siłą, barwą i niestety fałszem. Niektórzy nie zwracali na to uwagi, inni natomiast chcieli go uciszać. Pier Giorgio nigdy się nie obrażał, czasem tylko odpowiadał: Najważniejsze, że śpiewam.
• W wieku 13 lat podjął praktykę codziennej Komunii świętej, co w tamtym czasie było jeszcze nowością w Kościele. W tamtych czasach to nie było łatwe, bo post Eucharystyczny trwał od północy. To oznaczało, że np. gdy wybierał się ze znajomymi na wycieczkę górską, prosił kapłanów, by jak najwcześniej odprawili Mszę św., żeby mógł w niej uczestniczyć. To był wręcz warunek uczestnictwa w wycieczce.
• Frassati zapisał się do Stowarzyszenia Najświętszego Sakramentu, by móc towarzyszyć Jezusowi Eucharystycznemu podczas procesji. Jego siostra wspominała, że tylko raz w życiu Pier Giorgio z radością i bez narzekań włożył czarny, elegancki garnitur – właśnie w dniu, w którym mógł iść w procesji obok Najświętszego Sakramentu.
• Pier całe swoje życie budował na Eucharystii. Do jednego kolegi przed wycieczką pisał: Jeśli zdołam się z nimi porozumieć, to pójdę razem z nimi; a jeśli będą mieli zanocować w sobotę wieczorem w schronisku Valle Stretta, nie pójdę, bo musiałbym stracić Mszę świętą w niedzielę. Pierwszą rzeczą jest obowiązek, dopiero po nim przyjemność.
• Pier Giorgio jako jedyny potrafił dosiadać narowistego konia Parsifala, należącego do jego ojca. Często na nim jeździł. Ilekroć mijał kościół, zatrzymywał się i nie zsiadając z konia czynił wielki znak krzyża, pochylał się aż do końskiej grzywy, adorując Najświętszy Sakrament, chwilę się modlił i ruszał w dalszą trasę.

• W życiu Frassatiego jest również polski akcent. Zaraz po świętach Bożego Narodzenia 1922 r. pojechał do Gdańska i Sopotu, a później do Katowic, gdzie jako student inżynierii górniczej miał okazję zwiedzić pierwszy poziom kopalni Ferdynand. Następnie pojechał do Wrocławia. Niestety nie udało mu się zwiedzić Krakowa i innych polskich miast z powodu problemów na granicy.
• Jeden z towarzyszy wspólnych wypraw, Antonio Valetto, wspominał: Kiedy zatrzymywaliśmy się na krótki odpoczynek, Pier Giorgio często porównywał naszą trudną drogę do wznoszenia się w wierze: im wyżej dotrzemy, tym wyraźniej usłyszymy głos Chrystusa.
• Po dotarciu na szczyt Frassati modlił się w intencji zmarłych alpinistów. Zdając sobie sprawę z niebezpieczeństw czyhających w górach, tak pisał do Antonio Villaniego: Kiedy się idzie w góry, trzeba najpierw doprowadzić do porządku swoje sumienie, bo nigdy nie wiadomo, czy się wróci. Ale mnie to nie przeraża, przeciwnie, coraz silniejsze jest we mnie pragnienie wypraw górskich, zdobywania trudnych szczytów, doznawania tej radości, jaką tylko w górach można znaleźć.
• Wraz z przyjęciem dominikańskiego szkaplerza, Frassati wstąpił do Trzeciego Zakonu Dominikańskiego i przyjął imię Girolamo, na cześć Hieronima Savonaroli, dominikanina żyjącego we Florencji w XV w. Pier mówił: Imię to przypomina mi drogą mojemu sercu postać Savonaroli, którego imię ja, niegodny, noszę. Żywiąc gorący podziw dla tego zakonnika, który poszedł na śmierć jak święty, postanowiłem zostać tercjarzem jego Zakonu i wziąć go sobie za wzór, choć niestety bardzo mi daleko do tego, by stać się do niego podobnym.
• Świadomie wybrał życie osoby świeckiej, ponieważ chciał w ten sposób być bliżej ludzi, którzy nie spotkali jeszcze Chrystusa.
• Nie mógł obojętnie przejść obok biedy ludzkiej, czy to była bieda materialna czy duchowa. Nie ograniczał się, miał nieustannie wypchane kieszenie karteczkami, na których zapisywał, kto czego potrzebuje i gdzie trzeba jeszcze pójść.

• Frassatiego często widywano także na nocnych adoracjach Najświętszego Sakramentu. Troszczył się też o swój rozwój duchowy, przystępując regularnie do spowiedzi. Robił to naturalnie i spontanicznie, potrafił np. poprosić o spowiedź znajomego księdza na schodach kościoła, jeśli widział taką potrzebę.
• W maju 1924 r. Frassati wraz z przyjacielem Markiem Beltramo założył u podnóża Alp Towarzystwo Ciemnych Typów. Należało do niego kilka osób, które postanowiły związać się ze sobą duchowo. Podejmowali za siebie nawzajem regularną modlitwę i organizowali wspólne wycieczki w góry, pełne radosnych żartów. Mottem grupy było Pochi ma buoni come i maccheroni – mało, ale dobre jak makaron.
• Do grona Ciemnych Typów należała m.in. Laura Hidalgo. Pier Giorgio zakochał się w niej. Ostatecznie Laura nigdy nie dowiedziała się o jego sympatii, bo ten zorientował się, że jego matka nie zaaprobowałaby dla niego takiej żony. Rezygnacja z tej miłości była dla niego trudnym wyborem. Pisał do przyjaciela: Pokochałem Laurę czystą miłością, a dziś, wyrzekając się jej, pragnę, żeby była szczęśliwa. Proszę cię o modlitwę, żeby Bóg dał mi chrześcijańską siłę do zniesienia tego z pogodą ducha, a ją obdarzył wszelkim szczęściem ziemskim i siłą do osiągnięcia celu, do którego zostaliśmy stworzeni.
• Mimo życia całkowicie oddanego Bogu, wciąż prosił przyjaciół o modlitwę: Błagam was, pomódlcie się trochę za mnie, aby Bóg dał mi żelazną wolę, która się nie ugnie i nie sprzeciwi Jego zamysłom…
• Frassati był człowiekiem bardzo aktywnym – działał nie tylko w Kościele, ale także w różnych studenckich organizacjach.
• Św. Jan Paweł II o Frassatim: „Pragnąłem złożyć hołd temu młodemu człowiekowi, który potrafił w naszym stuleciu niezwykle skutecznie świadczyć o Chrystusie. Także i ja w młodości doznałem dobroczynnego wypływu jego przykładu i jako student byłem pod wrażeniem jego chrześcijańskiego świadectwa”. Św. Jan Paweł II nazwał Frassatiego „Człowiekiem Ośmiu Błogosławieństw”.

• Na kilkadziesiąt godzin przed śmiercią, Pier Giorgio poprosił do siebie swoją siostrę, która tak wspominała spotkanie: Mówił z trudem. Prosił mnie, żebym poszła do pokoju, w którym zwykle się uczył, i wyjęła portfel z kieszeni jego marynarki. Pospiesznie spełniłam jego prośbę. Kiedy wróciłam, poprosił jeszcze, żebym przyniosła pudełko z zastrzykami, jego bilet wizytowy i wieczne pióro. Wydobył z portfela kwit lombardowy, włożył go do koperty i poprosił o wysłanie pocztą. Napisał: «Oto zastrzyki dla Cenversa. Kwit jest Sappy. Zapomniałem go przedłużyć. Zrób to na mój rachunek».
• Zaopatrzony sakramentami, całkowicie sparaliżowany, Pier Giorgio odszedł do Pana w sobotę, 4 lipca 1925 r. Na ten moment był przygotowany od dawna. W jednym z listów pisał:
Odtąd będę się starał wszystkie moje dni czynić małym przygotowaniem na śmierć, abym się nie znalazł nieprzygotowany w momencie śmierci i nie musiał opłakiwać pięknych lat młodości jałowych w sensie duchowym.
• Zmarł w wieku 24 lat. Zaraził się od jednego ze swoich podopiecznych chorobą Heinego-Medina.